Krakowscy seniorzy na Festiwalu w Podolanach

Napisał: Leszek Mańkowski - cze• 20•16

Mała miejscowość małopolska Podolany na pozór niewiele różni się od tysięcy podobnych. Wszelako jest coś co ją wyróżnia jaką jedyną taką w Polsce. Są to Warsztaty Terapii Zajęciowej (WTZ) Fundacji Osób Niepełnosprawnych, a dokładnie organizowany przez nie nieprzerwanie od 14 lat – Międzynarodowy Festiwal Twórczości Osób Niepełnosprawnych. Jednym z pomysłodawców jest były Prezes Fundacji, a od 10 lat Wójt Gdowa, pan Zbigniew Wojas.
W tym roku postanowił znów zaskoczyć uczestników i widzów i na niedzielę 19-go czerwca zaprosił do wykonania pokazu skoczków spadochronowych i załogę wraz z balonem.
Czterech skoczków wraz z zabezpieczeniem reprezentowało firmę Seven Rights obsługującą strefę spadochronową KrakSky mieszczącą się na lotnisku w Pobiedniku Wielkim. Spadochroniarze przylecieli samolotem Cessna 206 i wykonali skok z wysokości 1400 metrów celnie lądując na polance tuż przy widowni. Wywołało to ogólny aplauz i duże brawa. Szef strefy – Grzegorz Niciński – opowiedział o skoczkach i działalności szkoły spadochronowej, po czym po napojeniu i nakarmieniu skoczkowie odjechali na macierzyste lotnisko. Około 18-tej, gdy zmniejszyła się nieco prędkość wiatru, załoga z Krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa przystąpiła do przygotowań przedstartowych balonu RMF FM „Matylda”. Załogę stanowili: Leszek Mańkowski – pilot oraz Krysia Mańkowska i Adam Sobieraj. Dzielnie wspomagała nas rodzina państwa Rumanów, bez których chyba byłby ciężko…Po postawieniu i zakotwiczeniu balonu wykonaliśmy 36 startów na linach dając frajdę grubo ponad setce uczestników, w tym gości z zagranicy. I to wszystko nieodpłatnie! Zabawa trwała do blisko 20-tej, a dokładnie do wypalenia ostatniego litra gazu. A poszło go 220 litrów!
Tak więc niedzielne popołudnie uważamy za szczególnie udane, mimo, że czynności lotnicze zakończyliśmy dopiero około 23 w nocy. Dziękuję bardzo moim kolegom, przyjaciołom i Krysi za wykonanie pięknego pokazu. Tym bardziej , że odbył się w miejscowości w której mieszkam :)

Spadocgrony 7

Spadochrony 1

Spadochrony 3

Spadochrony 4

Spadochrony 6

Spadochrony 8

Spadochrony 9

Spadochrony 10

Spadochrony 11

spadochrony 12

spadochrony 13

spadochrony 14

Spadochrony

Spadochrony2

Spadochrony5

 

A w Lublinie otwarto wystawy…

Napisał: Leszek Mańkowski - cze• 17•16

We środę uczestniczyłem w trzech wystawach otwartych w Lublinie z okazji V Lubelskich Dni Seniora. Reprezentowałem Radę Seniorów Lotnictwa oraz – wraz z Krysią – Krakowski KSL. Na wydarzenie to zaprosił nas Prezes Lubelskiego Klubu Seniorów, Janusz Stachowicz, który wraz z Nikodemem Buchowieckim ze Świdnickiego Klubu Seniorów Lotnictwa był „siłą sprawczą” powstania wystaw.

Pierwsza z nich pod tytułem „Lubelskie Lotnictwo na kartach pocztowych” została otwarta 15.06.2016 r. o godzinie 10.00 w holu Poczty Głównej w Lublinie. Uczestniczyli w niej seniorzy lotnictwa, młodzież szkolna oraz mieszkańcy Lublina. Rozpoczęła się odegraniem hymnu Lotników po którym Prezes Janusz Stachowicz dokonał jej otwarcia i zaprosił zgromadzonych do zwiedzania. Trzeba przyznać, że zgromadzono imponujący zbiór kart pocztowych, tych najcenniejszych, bo przedwojennych. Dotyczyły one tematycznie zakładów Lotniczych Plage – Laśkiewicz, przemianowanych w połowie lat trzydziestych na Lubelską Wytwórnię Samolotów, oraz Aeroklubu Lubelskiego i jego dokonań. To tu powstawały między innymi samoloty LWS „Czapla”.
Na zwiedzanie kolejnej wystawy udaliśmy się do Domu Kultury nr 2, gdzie przypomniano dwóch słynnych lubelskich lotników – braci Bronisława i Janusza Żurakowskich. Konstruktora i pilota. Bronisław – absolwent kierunku budowy płatowców był słynnym polskim konstruktorem lotniczym, twórcą pierwszych polskich śmigłowców, którymi były Gil i BŻ-4 Żuk. A oprócz tego kilku innych samolotów, między innymi słynnej „Wilgi”.Janusz Żurakowski, pilot myśliwski w czasie II wojny a później pilot doświadczalny, zasłynął oblatując słynne samoloty odrzutowe takie jak „Arrow” Do emerytury pracował w kanadyjskich wytwórniach lotniczych. Zmarł w Kanadzie.
Trzecią wystawę zwiedziliśmy w Szkole Podstawowej nr 31 im. Lotników Polskich. Szkoła zlokalizowana jest na terenie byłego lotniska fabrycznego. Z dorobkiem Lubelskiego Klubu Lotniczego oraz Aeroklubu Lubelskiego zapoznały nas między innymi pani dyrektor i nauczycielka historii. Obejrzeliśmy fotogramy z pierwszych lat po powstaniu lubelskich klubów lotniczych.  Nauczycielka historii z dumą zaprezentowała nam dioramę wykonana przez uczniów a przedstawiającą zakłady lotnicze LWS. Z zakładów zachowały się trzy małe hangary i budynek główny.
Dla strudzonych wędrowców grono nauczycielskie przygotowało poczęstunek w postaci wspaniałego placka z rabarbarem, kawki i herbaty. Była okazja do historycznych wspominków, a na zakończenie zrobiliśmy sobie pamiątkowe fotki.
Dziękujemy za zaproszenie i gościnę wszystkim zaangażowanym w to piękne przedstawienie historii lubelskiego lotnictwa. A jest to bardzo duży kawał historii lotnictwa polskiego.
Jako prezes RSL składam serdeczne podziękowanie za Waszą pracę, gratuluję i… czekam na kolejne zaproszenia przy okazji kolejnych wydarzeń i rocznic :)
20160615_101724

20160615_101915

20160615_102024

20160615_102119

20160615_105714

20160615_105729

20160615_134041

20160615_134235

20160615_134420

Lancastery w roli głównej…

Napisał: Leszek Mańkowski - cze• 14•16

Nasz kolega, świetny modelarz i instruktor – Ireneusz Pudełko – nie ustaje w wyszukiwaniu filmików w necie pokazujących piękne modele.

Tym razem przedstawia film z czterema Lancasterami w głównej roli. Jeden z nich został wykonany w wersji do niszczenia tam. Wszystkie w klasie gigant i scali 1/6. Miłego oglądania.

Wielka Gala „Loteczki” we Wrocławiu

Napisał: Leszek Mańkowski - cze• 10•16

W ostatnią niedzielę maja, w „Orlim Gnieździe” we Wrocławiu – siedzibie Klubu Lotników Loteczka – odbyła się doroczna Gala.Loteczka zbiorcze

Zjechało nań wiele lotniczek i lotników z całego kraju. Uroczystość rozpoczęła się mszą w kościele na Gądowie Małym koncelebrowaną przez o. Dominika Orczykowskiego. Następnie uczestnicy udali się do Domu Kosmonauty na Strachowicach, gdzie odbyła się główna uroczystość wręczenia najwyższych wyróżnień Klubu, czyli Złotych Lotek.

W tym roku przyznano ich kilkanaście. Otrzymali je zasłużeni lotnicy oraz działacze lotnictwa.  Między innymi laureatem został gen. bryg. Ryszard Hać – dyrektor Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie. Wyróżniony również został nasz kolega, Andrzej Szymczak z Warszawskiego KSL. Andrzej „zrewanżował” się wręczając portret gospodarzowi – panu Biskowi.
Ale największą niespodzianką było wręczenie wyróżnienia za wieloletnią pracę w PKBWL jej przewodniczącemu – dr Maciejowi Laskowi. Pan Maciej został nagrodzony przez uczestników owacją na stojąco. Świadczy to, że lotnicy doceniają profesjonalizm, ciężką, odpowiedzialną i niewdzięczną pracę komisji. Laureat odebrał wiele indywidualnych gratulacji, a Krysia i ja mieliśmy okazję odbyć dłuższą pogawędkę z państwem Laskami.
Jak zwykle również została przyznana rubinowa Lotka. W tym roku odebrał ją o. Dominik Orczykowski. Serdecznie gratulujemy wszystkim wyróżnionym.
A później, tradycyjnie już, wyróżnieni loteczkowicze przystąpili do sadzenia swoich dębów. Była też okazja do skontrolowania naszych, krakowskich drzewek. Dęby: ś.p. Pawła Tyrały,  Edwarda Popiołka i Ludwika Krępy maja się znakomicie. Zabezpieczone pięknym ogrodzeniem, błyszczące nowymi tabliczkami prezentują się bardzo okazale :)

Było coś dla ducha, więc na zakończenie gospodarz przygotował coś dla ciała :) Żurek, bigos, kiełbaski z grilla, kaszaneczki pod kiszone ogóreczki, pod piwko, soczki i na deser kawka z herbatką pod ciasteczko. Było w czym wybierać i co smakować. Kolejna Gala przeszła do historii. Dziękujemy za zaproszenie.
Z dziennikarskiego obowiązku dodam, że podróż odbyliśmy wraz ze Stasią Antoszewska i Stefanem Glądysem z SSLW RP o/Kraków.
Loteczka3

Loteczka2

Loteczka

Loteczka 1

Loteczka5

Loteczka6

Loteczka7

Loteczka8

Loteczka9

Loteczka10

Loteczka11

Loteczka12

Loteczka14
Loteczka13

mjr pilot Stanisław MATUSZYŃSKI nie żyje…

Napisał: Leszek Mańkowski - maj• 27•16

W dniu 25 maja odszedł do „Niebieskiej Eskadry ” nasz kolega klubowy i przyjaciel, mjr pilot Stanisław Matuszyński. Przez blisko 20 lat pracował społecznie w zarządzie Krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa. Ostatnie pożegnanie odbędzie się na cmentarzu w Krynicy Zdroju w dniu 28 maja. Uroczystości żałobne rozpoczną się o godzinie 13.00 w kaplicy cmentarnej.
Poniżej zamieszczam notkę biograficzną, która znajdzie się w książce poświęconej członkom KKSL.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

MATUSZYŃSKI Stanisław Jerzy mjr pil.
s. Leona i Stanisławy z d. Tokarczyk ur. 26 kwietnia 1927 Jasło.Odznaczenia: Srebrny i Brązowy Medal „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”, Srebrny i Brązowy Medal „Za Zasługi dla Obronności Kraju”, Złota, Srebrna i Brązowa Odznaka ‘Działacz LOK” i inne.1 października 1948 rozpoczął naukę w Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie.
Po jej zakończeniu, 15 lipca 1951 trafił do 11 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Poznaniu. Przeszkolony na samolotach odrzutowych w Warszawie. Od 26 lutego 1952 w 29 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Malborku, przebazowanym później do Ornety. 1 kwietnia 1959 skierowany do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie jako pilot instruktor. Od 11 grudnia 1961 dyżurny lotniska w Oficerskiej Szkole Lotniczej w Białej Podlaskiej. W 1965 przeszedł do rezerwy. W pułkach myśliwskich zajmował stanowiska od pilota do pomocnika dowódcy pułku. Nalot około 4000 godzin. Latał na samolotach: UT-2, Po-2, Jak-9w, Jak-9m, Jak-9p, Junak-2, Junak-3, CSS-13, TS-8 Bies, Jak-18, UTMiG-15, Jak-23, MiG-15, MiG-17, Lim-1, Lim-2 i na śmigłowcu SM-1.

Cześć Jego Pamięci!

Uczciliśmy „Lotników z Prokocimia”

Napisał: Leszek Mańkowski - maj• 26•16

22 maja w kościele pod wezwaniem św. Mikołaja z Tolentino przy ul. Górników w Krakowie – Prokocimiu, odbyła się msza święta w intencji lotników pochodzących z Prokocimia, oraz tragicznie zmarłych w katastrofie członków załogi samolotu C 295 Casa. Po mszy poczty sztandarowe oraz mieszkańcy Prokocimia przeszli pod pomnik „Lotników z Prokocimia” gdzie złożono wiązanki kwiatów.
Krakowski Klub Seniorów Lotnictwa reprezentowali koledzy: Adam Sobieraj, Leszek  Baranowski i Andrzej Chytkowski z małżonką Elżbietą. Były również delegacje oraz poczty sztandarowe Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego o/ Kraków, Aeroklubu Krakowskiego i okolicznych szkół.
Pomnik „Lotników z Prokocimia ” odsłonięto czternaście lat temu – 25 maja 2012 r. Upamiętnia ponad dwudziestu lotników pochodzących z tej części naszego miasta, którzy swoim działaniem tworzyli historię polskiego lotnictwa w drugiej wojnie światowej. Warto wspomnieć, że Prokocim do 1941 roku był wsią i jako taki był zapewne jedyną na świecie wsią, z której tylu młodych chłopców znalazło się w szeregach lotnictwa. Rozpoczynali i kończyli drugą wojnę światową zwycięstwami powietrznymi. 1 września 1939 r. sierż. pil. Leopold Flanek zestrzelił jeden z pierwszych samolotów Luftwaffe, a kpt pil. Mieczysław Gorzula jeden z ostatnich 9 kwietnia 1945 r. w ostatniej bitwie powietrznej polskiego lotnictwa na Zachodzie.Łącznie zestrzelili 13 wrogich maszyn, 5 zespołowo, 3 prawdopodobnie, 2 uszkodzili i 2 zniszczyli na ziemi. Wysokie stanowiska dowódcze pełnili m. in. mjr pil. Stefan Janus – 315 dywizjon myśliwski i 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie (as lotnictwa myśliwskiego), mjr naw. Stanisław Król – jednostki specjalnego przeznaczenia, ppłk pil. Stanisław Żurek – 304 dywizjon bombowy. Członkami naszego klubu byli „prokocanie”: ppłk pil. Stanisław Chałupa i por. pil. Stanisław Dura.

Tekst Andrzej i Elżbieta Chytkowscy
Foto Elżbieta Chytkowska

Prokocim9

Prokocim6

Prokocim8

Prokocim2

Prokocim1

Prokocim

Prokocim 4

Prokocim 3

Prokocim5

Ocalić od zapomnienia…

Napisał: Leszek Mańkowski - maj• 25•16

Takie oto zadanie mają kluby seniorów lotnictwa. Ocalić od zapomnienia historię, miejsca, samoloty, maszyny lotniskowe, infrastrukturę. Zawodowo ocalaniem od zapomnienia zajmują się muzea. Ale nie tylko. Bywa, że indywidualni pasjonaci potrafią zrobić coś lepiej, angażując się przy tym emocjonalnie. Oczywiście ci, którzy maja więcej funduszy mogą więcej. Ci którzy dużej kasy nie mają, wybierają tańsze, ale równie ambitnie projekty. Jednym z takich pasjonatów jest mechanik lotniczy z Aeroklubu Krakowskiego – Wojciech Sikora.

Jego skromna gaża nie pozwala na restaurowanie samolotów, ale umożliwia remontowanie i doprowadzanie do stanu użytkowego zabytkowych motocykli i samochodów. Poniżej przedstawiam projekt, który pozwolił na ocalenie prawdopodobnie jednej z ostatnich wyciągarek marki TUR, użytkowanych w Aeroklubie Polskim do połowy lat siedemdziesiątych. Pan Wojciech dzięki swemu uporowi skompletował, wyremontował i doprowadził do używalności zestaw – wyciągarka TUR i ściągarka RYŚ. Aktualnie prowadzone są rozmowy z Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie mające na celu przekazanie urządzeń na ekspozycję.
Zapraszam do przeczytania tekstu pióra Wojciecha Sikory o przygodach związanych z usprawnianiem tego zabytku.

Wyciągarka szybowcowa TUR Sw4.

Historia odbudowy i prób eksploatacyjnych

Prezentowana wyciągarka szybowca „TUR Sw4” jest prawdopodobnie jedną z ostatnich, zachowanych w sprawności do dziś, wyciągarką szybowcową, wraz ze ściągarką „Ryś”. Historia jej zaczęła się w 1962, kiedy to została wyprodukowana. Dzielnie służyła do czasu wycofania z eksploatacji, co nastąpiło w połowie lat 70-tych ub. wieku. Przyczyną wycofania była przede wszystkim słaba moc 90-cio konnego silnika benzynowego, wyposażonego w sprzęgło cierne. Pośrednio wiązało się też z pojawieniem nowszych szybowców, które wymagały większej prędkości w trakcie holu, Przysłowiowym „gwoździem do trumny” dla wyciągarek stało się pojawienie masowo produkowanych samolotów typu Wilga, oraz importowanych z Czechosłowacji Zlinów. Poprzez zastosowanie samolotów do holowania szybowców dano szerokiej rzeszy pilotów możliwość zdobywania nalotu potrzebnego do uzyskania licencji i kolejnych uprawnień. To z kolei umożliwiło rezygnację z kłopotliwego organizowania startu szybowcowego za wyciągarką. O względy ekonomiczne wówczas nie dbano i benzyna lała się strumieniami…

Opisywana i prezentowana wyciągarka została wykreślona z rejestru i odstawiona w przysłowiowy kąt hangaru. Nie zachowały się żadne dokumenty świadczące o jej pracy.

W Aeroklubie Krakowskim, w latach 2002-2006, podejmowano próby jej uruchomienia, które polegały na zabudowaniu mocniejszego silnika pochodzącego z samochodu mercedes, z automatyczną skrzynią biegów. Próby przeprowadzone w Krośnie zakończyły się niepowodzeniem. Nie zrezygnowano jednak z pomysłu usprawnienia, poprzez zabudowanie na niej silnika wysokoprężnego z turbiną od samochodu star 200, co też nie przyniosło pożądanych efektów . Po zakończeniu prób zarzucono projekt i przez długie lata wyciągarka spoczywała w zapomnieniu, w przybudówce aeroklubowej. Następnie w wyniku prac porządkowych podjęto decyzje o jej zezłomowaniu. Wyciągarka – a właściwie to co po niej pozostało – przestawiała obraz nędzy i rozpaczy, do której przyczyniły się nieudane modernizacje oraz „kanibalizm” podzespołów.

Jako miłośnik pojazdów historycznych nie mogłem dopuścić do jej złomowania, więc postanowiłem wyremontować ją i doprowadzić do stanu używalności. Udało mi się przekonać obecną dyrekcję Aeroklubu Krakowskiego wraz z zarządem aeroklubu do przekazania mi jej za symboliczną złotówkę.

Remont wyciągarki rozpocząłem od weryfikacji stanu faktycznego, który ukazał ogrom nieodwracalnych zniszczeń w wyniku przeróbek, oraz kanibalizmu technicznego. Następnie rozesłałem po aeroklubach zapytanie o części zamienne i dokumentację. Tylko nieliczne kluby odpowiedziały na moje zapytanie… Po wstępnej weryfikacji okazało się, że tak naprawdę posiadam tylko kawałek ramy trochę blach oraz niekompletną uchylnię układacza liny wraz z bębnem. Na tym etapie zastanawiałem się, czy uda mi się doprowadzić „Tura” do stanu eksploatacyjnego, czy też tylko do stanu eksponatu statycznego. Dzięki mojemu bratu, który szkolił się wówczas w Krośnie dowiedziałem się, że w Aeroklubie Podkarpackim znajduje się druga taka wyciągarka wraz że ściągarką ”Ryś”. Po długich negocjacjach z władzami Aeroklubu udało się oba te urządzenia odkupić. Po przywiezieniu do Krakowa przystąpiłem do niezwłocznej weryfikacji, po której okazało się, że zachowała się rama z silnikiem oraz niektóre elementy nadwozia. Mając już wiedzę odnośnie posiadanych części postanowiłem, że skoro mam ramę z silnikiem z jednej wyciągarki, oraz tył z drugiej, to mogę złożyć z dwóch jedną. Przystępując do odbudowy sprawdziłem stan techniczny ramy wraz z całym podwoziem , usunąłem wszystkie nieoryginalne przeróbki, następnie dokonałem weryfikacji silnika. Udało mi się kupić na złomie skrzynię biegów, taką, jaka była stosowana w owej wyciągarce, i po jej zabudowie uruchomiłem silnik, który po wymianie kilku części okazał się być w dość dobrym stanie technicznym. Do pełni szczęścia brakowało tylko wałów napędowych oraz – największej „pięty achillesowej” tych wyciągarek – skrzyni rozdzielczej napędu na bęben i koła jezdne, która została użyta do podówczas stosowanej w naszym aeroklubie wyciągarki Tur 2B. Podczas przeszukiwania pomieszczeń aeroklubowych udało się znaleźć niektóre brakujące części, w tym niekompletną skrzynkę rozdzielczą, którą udało mi się doprowadzić do stanu używalności i zabudować w wyciągarce. W tzw. międzyczasie kompletowałem układacz liny, dorabiałem brakujące części, oraz skompletowałem całą blacharkę nadwozia wraz z wyposażeniem wnętrza.

Mając już całą sprawną wyciągarkę o dużym stopni oryginalności postanowiłem, że czas pokazać efekty swojej pracy publiczności. Pojechałem na własnych kołach ciągnąc za sobą ściągarkę „Ryś” na odbywający się akurat Małopolski Piknik Lotniczy w Muzeum Lotnictwa. Wyciągarka eksponowana na stoisku Aeroklubu Krakowskiego wzbudzała duże zainteresowanie, zwłaszcza najmłodszych oraz starszych pilotów którzy szkolili się na szybowcach w latach jej świetności. Po powrocie z pokazów i naprawie zdewastowanych przez zwiedzających elementów spotkałem na lotnisku w aeroklubie Piotra Martynę, który rzucił hasło „ciekawe jak by się za nią latało”. Zaskutkowało to tym, że w niedługim czasie, po przeanalizowaniu dostępnych informacji odnośnie stanu wyciągarki, postanowiłem zrobić próby z prawdziwym szybowcem. Na początku zasięgnąłem informacji na temat legalności takiej próby u źródła, czyli w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Okazało się ku mojemu zaskoczeniu, że Urząd nie zajmuje się już wyciągarkami a całą odpowiedzialność zrzuca na właściciela wyciągarki. Następnie udałem się z tym pomysłem do dyrekcji Aeroklubu. Po przedstawieniu wszystkich argumentów udało mi się uzyskać zgodę pani Sabiny Hawryłko na przeprowadzenie prób w locie na terenie aeroklubu. Wystarczyło już tylko wytypować szybowiec przeznaczony do wykonania próby. Został nim SZD-30 Pirat SP-2715. Pozostało tylko znaleźć odpowiedniego pilota. Zaznaczyć należy, że na początku projektu chęć pomocy wykazało wielu członków aeroklubu. Im bliżej finału chętnych było coraz mniej. W końcu gdy nadszedł czas prób w locie, to się okazało że nie ma kto polecieć… Z pomocą przyszedł Piotr Martyna – znakomity pilot i instruktor – który zgodził się wykonać lot. Po szczegółowych przygotowaniach przystąpiliśmy do próby, która wykazała zbyt małą moc silnika i niedomagania sprzęgła ciernego. Tego dnia odbyły się dwa loty, w których uzyskano zaledwie 150 metrów wysokości. Po przerwaniu prób przystąpiłem do podnoszenia sprawności maszyny, czyli poszukiwania pochowanych w silniku koni mechanicznych. Ku mojemu zdziwieniu odnalazłem je pod gaźnikiem, gdzie była założona blokada, którą zakładało się, żeby nie przesilać silnika w trakcie jego docierania. Po usunięciu owej blokady i ponownym przekonaniu dyrekcji o celowości przedsięwzięcia przystąpiliśmy do ponownych prób. W wyniku zwiększenia mocy silnika Pirat zaczął uzyskiwać wysokości ponad 200m. Przełom przyszedł jak zwykle przypadkiem, kiedy podczas kolejnej z prób doszło do eksplozji paliwa zebranego w tłumiku, czego następstwem była głośna praca silnika a efektem nagły przyrost mocy dławiony przez niesprawny układ wydechowy!

Zaczęto osiągać ponad trzystu metrowe wysokości. Do prób przystąpił drugi pilot, kol. Zbigniew Batkiewicz. Przeprowadzono siedem lotów próbnych, podczas których najwyższa wysokość lotu wyniosła ok 370m, z liny długości ok 800 m. Myślę, że gdyby poćwiczono technikę startu to uzyskano by wysokość wyższą, ponad 400m, Sądzę też, że gdyby użyto do prób innego szybowca z okresu świetności maszyny np. Czaplę, Muchę lub Srokę to wyniki byłyby lepsze, ponieważ tamte szybowce mogły latać z mniejszą prędkością przeciągnięcia niż Pirat. Jest to istotne w tego typu wyciągarce, co wynika z właściwości silnika benzynowego, gdzie maksymalny moment obrotowy zaczyna się dopiero od średnich obrotów a nie jak w dieslu od niższych. Planowałem też przeprowadzić próby w locie z użyciem ściągarki Ryś. którą też usprawniłem, ale niestety nie doszły do skutku z różnych przyczyn. Ale to już zupełnie inna historia…

Opracował Wojciech SIKORA

20150722_162925 (2)

20150722_162944 (2)

20150722_164308 (2)

20150722_164642

20150722_164703

20150722_164839

20150722_164848

20150722_164912 (2)

20150722_165206

Wyciągarka

Jubileusz Ryszarda Witkowskiego w Muzeum Lotnictwa Polskiego – galeria

Napisał: Leszek Mańkowski - maj• 23•16

Rysio 1

Rysio

Rysio2

Rysiu 5

Rysiu 11

Rysiu3

Rysiu4

Rysiu6

Rysiu7

Rysiu8

Rysiu10

Jubileusz Ryszarda Witkowskiego w Muzeum Lotnictwa Polskiego

Napisał: Leszek Mańkowski - maj• 23•16

W ubiegłą sobotę gościliśmy w  Muzeum Lotnictwa Polskiego mgr inż. pilota doświadczalnego
Ryszarda WITKOWSKIEGO.
W tym  kultowym dla lotników miejscu świętowaliśmy z Szacownym Jubilatem Jego 90-tą rocznicę urodzin…

Ryszard Witkowski był jednym z pierwszych pilotów śmigłowcowych w Polsce. Jako pilot doświadczalny pracował w Instytucie Lotnictwa w dziale prób w locie. Był polskim przedstawicielem we władzach Komisji Wiropłatowej FAI. Honorowy Prezes Rady Seniorów Lotnictwa, autor wielu książek o tematyce śmigłowcowej, tłumacz literatury z języka angielskiego. A przy tym wspaniały, szlachetny  i urzekający człowiek.
Jubilat był przez wiele długich lat członkiem Rady Programowej MLP więc kiedy panie: Grażyna (córka Ryszarda) i Dagmara wybierały miejsce na to szczególne spotkanie decyzja mogała być tylko jedna – krakowskie Muzeum. Tu bowiem na stałe zagościł „genius loci”, który ściąga lotników z całego kraju i nie tylko. Wszak było to pierwsze lotnisko Rzeczpospolitej…

Uroczystość rozpoczęła się od celebrowanej przez przyjaciela Ryszarda – ojca Dominika Orczykowskiego – mszy, w kościele o. Kapucynów. Stamtąd udaliśmy się do Muzeum Lotnictwa, gdzie w sali konferencyjnej przygotowano uroczysty obiad z niespodziankami. Oczywiście Ryszard nic nie wiedział o uroczystości. Kiedy już wszystko było przygotowane, dyrektor Krzysztof Radwan wprowadził Jubilata, którego powitała owacja na stojąco. Twardemu pilotowi łza zakręciła się w oku. Oto bowiem znalazł się wśród setki z górą przyjaciół – lotników, rodziny, przedstawicieli rodzinnego Milanówka. Rozległy się takty i słowa  „Hymnu Lotników” zaśpiewanego przez milanowskiego tenora. Ryszard chciał coś powiedzieć, ale słowa najwyraźniej nie chciały się przecisnąć przez gardło. Był wyraźnie wzruszony.
A później były laudacje i inne przemówienia, i obiad wspaniały wraz z deserem, a potem kiedy już Ryszard opanował swoje gardło, z właściwą sobie swadą zaczął bawić towarzystwo… A czynił to jak zwykle w znakomity i uroczy sposób. To wspaniałe spotkanie trwało do późnych godzin wieczornych, bo też i towarzystwo było zacne…

Drogi Ryszardzie, krakowscy seniorzy życzą Ci wiele zdrowia bez określania wieku. Po prostu bądź taki jaki jesteś. A jesteś WIELKI!
RW 1

RW 2

RW 3

RW

Uroczyste posiedzenie Rady Seniorów Lotnictwa

Napisał: Leszek Mańkowski - maj• 16•16

10 maja odbyło się w Warszawie uroczyste zebranie Warszawskiego Klubu Seniorów Lotnictwa i Rady Seniorów Lotnictwa poświęcone trzem znakomitym jubileuszom członków WKSL.

Jednym z nich był nasz przyjaciel, mgr inż. Ryszard Witkowski – prezes honorowy RSL. Ikona polskiego lotnictwa śmigłowcowego, pilot doświadczalny, członek komisji wiropłatowej FAI. A przede wszystkim wspaniały, zacny człowiek. Z okazji 90-tych urodzin mieliśmy zaszczyt złożyć Ryszardowi życzenia wszelkiej pomyślności poparte kwiatami i skromnym upominkiem. A po spotkaniu, które odbyło się w gościnnych progach Instytutu Lotnictwa udaliśmy się na wspólny obiad w zacnym towarzystwie pań: Dagmary i córki Ryszarda Grażyny, oraz prezesa WKSL, Jurka Madlera i Wojtka Matusiaka – autora wielu historycznych książek :)

Witkowski